Mężczyźni, jeśli idzie o samochody, myślą o nich przede wszystkim w kontekście parametrów technicznych i wymogów, jakie udaje się im osiągnąć, oraz ich marek. Opony takie a takie, felgi stalowe nie zaś aluminiowe, kupione w Tirendo a gdzieś indziej, do setki rozpędza się w tyle a tyle, na liczniku ma ileś tam setek kilometrów, itd. itp. Top Gear nad Wisłą mówiąc krótko. Zupełnie inaczej ma się rzecz, gdy na samochód spojrzymy oczyma kobiety.
W takiej optyce w zasadzie liczy się tylko jedno: czy ów pojazd jest nas w stanie bezpiecznie i bezawaryjnie dowieść nas tam, gdzie zechcemy, oraz czy jego wygląd jest na tyle zadawalający, że będę chciała do niego wsiąść. I właściwie tyle. To czy rozpędza się ona do setki pięć czy dziesięć sekund nie ma najmniejszego znaczenia (równie dobrze mogłoby to trwać godzinę, a i tak większość Pań by tego nie zauważyła).
Wynika to głównie z innego nastawienia obydwu płci do ich funkcjonowania w społeczeństwie. Mężczyźni ciągle rywalizują ze sobą, nieustannie próbują udowodnić swą wyższość konkurentom, a cóż lepiej może im pomóc w uzyskaniu przewag nad nimi, jeśli nie dobry, sprawny i przede wszystkim drogi samochód?
Z kolei kobiety postrzegają siebie jako te, które dbają o sprawne funkcjonowanie „domowego ogniska”, zatem dla nich liczy się przede wszystkim funkcjonalność samochodu. Ma on po prostu dojechać do sklepu lub przedszkola i bezawaryjnie wykonać tą trasę z powrotem. Nic ponadto.